niedziela, 15 maja 2016

Niespodzianka! To znowu ja.

Muszę was bardzo, bardzo przeprosić za brak jakiejkolwiek aktywności w ciągu tak długiego czasu. Jednak technikum plus brak weny robi swoje.. ale!
Prawdopodobnie pod nowym adresem będę kontynuować to opowiadanie.
Dlaczego pod nowym adresem?
Ponieważ konto Gmail do którego jest podłączone Sentimental Trash, jak i inne opowiadania mojego autorstwa używany jest do zajęć szkolnych.
Moją nauczycielkę z Informatyki nie koniecznie interesują młodzieżowe historyjki przez co właśnie zmiana adresu.
Możliwe ze.. do zobaczenia. :)

niedziela, 5 lipca 2015

Rozdział 40

Informacje na blogu wszystkie zostały zaktualizowane.
Na jednej z zakładek można znaleźć link do fanpagea,  grupy,  Aska mojego jak i opowiadania. 
Wiem ze ostatnio był problem z "Askiem Autora"  oraz "Fanpage'em"  ale już wszystko jest naprawione.
Bardzo tęskniłam Bennodziacze. 
* * *

Gdy pojawiłem się na komisariacie Policji,  uderzyło mnie ogromne ciepło i duchota.  Jak łatwo dało się zauważyć,  na obiekcie stróży prawa nie działała klimatyzacja,  lecz to nie to było moim największym zmartwieniem.
- W czym mogę pomoc?  -  Powiedziała blond włosa kobieta w okularach,  siedząca za biurkiem. 
- Poszukuje Funkcjonariusza Zygmunta Gasso. 
- Proszę chwile zaczekać.  -  Policjantka uśmiechnęła się miło,  wstając z swojego miejsca,  po czym zniknęła za ścianą jednego z korytarzy.
Po niecałych pięciu minutach,  moim oczom ukazał się dobrze zbudowany mężczyzna, odziany w niebieski uniform.
- Pan Bennington?  -  Powiedział zatrzymując się kilka kroków przed korytarzem w którym wcześniej zniknęła policjantka.  Kiwnąłem przytakujaco głowa,  a ten pokazał mi gestem dłoni ze mam podążać za nim w korytarzu.
- Panie władzo..?  -  Mruknąłem,  przerywając ciszę, dotrzymując kroku Funkcjonariuszowi Gasso. 
- Zlokalizowaliśmy bazę Austanalistów, 
znajdują się na terenie ruin miasta w jednym z równoległych stanów.
- W którym?  - zapytałem spokojnie,  czując jak moje serce napełnia się na nowo nadzieją. 
- Nie mogę udzielać takich informacji.. 
- Panie Gasso,  czy Mike żyje?
- Tego nie wiem..  -  Powiedział,  rzucając mi smutne spojrzenie.  Cała Euforia,  spłonęła we mnie,  zostawiając tylko suchy pył który mógł rozwiać delikatny wiatr.

***

Padał deszcz,  ja siedziałem na drzewie i patrzyłem na stojący pomiędzy drzewami obiekt.  Ogromne,  ceglane więzienie gdzieś w środku lasu.  Mało co mogłem już dostrzec o tej porze,  jedynie blaski policyjnych kogutów dawały mi jaką kolwiek poświatę.  Oni już wkroczyli do środka,  w tym miejscu znajdują się ofiary  austanalistow..  wierzę mocno w to,  że wśród nich jest cały i zdrowy Shinoda. 
Widziałem jak wychodzą z budynku,  ale nie wiem czy to policjanci,  wojsko,  wyznawcy tej szalonej wiary czy ci co są jej ofiarami...  Nikt nie wie o tym ze tu jestem,  absolutnie nikt nie zdaje sobie sprawy z mojej obecności.
Nie mogę zejść z drzewa,  na ten moment to byłoby zbyt ryzykowne,  mogliby mnie złapać i zamknąć,  a nawet strzelać jak uznaliby ze jestem austanalistą.  Zwykły cywil nie ma tu prawa bytu.  Widziałem jak policja wyprowadza ludzi,  naprawdę wielu..   na oko było ich ponad stu. 
Nawet ze wzrokiem orła,  z tej perspektywy nie jestem w stanie dostrzec kto jest wśród nich
Zszedłem na ziemię,  próbując jak najbardziej niezauważalnie podejść do wprowadzonych ludzi.  Szybszym krokiem wtopiłem się w tłum stojących obok siebie osób,  każdy z nich miał na twarzy uczucia których nie dało się opisać słowami..  to było szczęście pomieszane przez ból i Nienawiść.
- Chester?  -  Mimo istnego hałasu jaki był wokół,  usłyszałem to jedno słowo będące moim imieniem. 
Obejrzałem się za siebie,  widząc przed sobą człowieka o dużych brązowych oczach.
- To chyba halucynacje..  -  wyszeptał,  chowając twarz w dłonie. 
- Nie Mike,  jestem tutaj..  -  Powiedziałem,  zabierając mu ręce. 
-  Jestem przy tobie..
- Nareszcie..  -  Powiedział Brunet,  nie potrafiąc hamować łez. Rzuciliśmy się sobie w ramiona, będąc szczęśliwi jak nigdy wcześniej.  Naprawdę nigdy wcześniej nie byłem tak szczęśliwy, bałem się ze jak go puszcze to znowu go stracę,  nie chce go już nigdy więcej stracić. 

***

Minęło kilka tygodni. 
Nasze życie powoli wraca do normalności,  lecz Mike ma teraz o wiele częstsze wizyty u psychiatry niż dotychczas,  ale jeśli ma to sprawić że kiedyś będzie w stu procentach zdrowy,  to można ryzykować takie leczenie. 
Oboje siedzieliśmy obok siebie na kanapie,  ja oglądałem tv zaś ten coś bazgrał na kartce,  popierając ją encyklopedia. 
Co jakiś czas kontem oka,  przyglądałem się jego pracy,  ale była tak abstrakcyjna ze nie potrafiłem sam dojść do tego co przedstawia. 
- Co to?  -  Chłopak oderwał się od swojego zajęcia,  by na mnie spojrzeć.
-Dym..  - Odpowiedział,  wracając do wcześniejszej czynności.
- Dlaczego dym?  -  Shinoda westchnął,  odchylajac głowę w tył. 
- Po niej pozostał śmierdzący dym.. 
- Po kim?  -  zapytałem marszcząc czoło z coraz to większym zainteresowaniem. 
- Po Arlettcie..  -  Siedziałem tak wpatrzony w niego,  oczekując jakiej kolwiek kontynuacji tej historii, ale chyba na próżno.
- Kim ona jest?
- Była to dziewczyna która, 
przebywała przez 64 dni ze mną w jednym pomieszczeniu,
dowiedziałem się o niej naprawdę dużo, 
i zresztą ona o mnie także. 
Była to osoba bardzo religijna..  Czterdziestego szóstego dnia podeszła do mnie, 
zdjęła z szyji swój wisiorek z krzyżem, 
po czym założyła go mnie, 
pożegnanie mówiąc
"Niech Bóg ma cię w swojej opiece" 
po czym odeszła w towarzystwie 'tych'  ludzi..  została zamordowana i skremowana,  a za oknem zobaczyłem dym..  - Chłopak ledwo podtrzymywał się od łez,  ale jednakże udało mu się to spoglądając pusto na swoją pracę. 
- Przepraszam że pytałem..
- Powinieneś wiedzieć.  -  Brunet popatrzył na mnie,  uśmiechając się lekko. 
- Dla mnie najważniejsze jest to,  że znowu mogę być blisko ciebie..  -  Powiedział,  łapiąc mnie za dłoń.
Uśmiechnąłem się,  całując go
po czym położyłem głowę na ramieniu partnera. 
- Strasznie mi cię brakowało wiesz? 

*** No i jest 40!
Cóż za cuda dziwne ja tu tworzę,
ale taka już jest ta moja twórczość. 
Całe fakty organizacyjne są na samej górze wiec..  KOMENTOWAAAĆ!

wtorek, 30 czerwca 2015

Rozdział 39

- Chcesz kawy Kocie? -  gwałtownie podniosłem się z łóżka,  patrząc w stronę autora tych słów. 
Shinoda stał przy łóżku opierając się dłonią o szafkę. Jego spojrzenie było znudzone i zaspane,  
tak jak by właśnie wstał z łóżka jak codzień.
- Mike to ty? - zapytałem zrywając się z łóżka,  stając tuż obok niego.
- A kim miałbym być? No chyba nie Vanessa.. 
- Przecież Vanessa wyprowadziła się miesiąc temu.. 
- Co ty mówisz.. 
-  mężczyzna zaczął się śmiać,  kręcąc przecząco głową.
- Jest u siebie w pokoju z Jonaszem,  i robią lekcje z Francuskiego.
- Mike.. 
- wyszeptałem wtulając się w jego obojczyk. 
- Co jest?  -  zapytał ciepłym tonem,  gładząc mnie dłońmi po plecach.
- Tak za Tobą tęsknię...  - I nagle wszystko zniknęło,  jak mydlana bańka.
Moje powieki podniosły się, a ja przepełniony nadzieją rozejrzałem się po pokoju,  lecz nie zobaczyłem nic. 
Kurz na półkach,  na których wcześniej stały nasze wspólne fotografie, ich widoku nie mogłem znieść wiec pochowałem je do do szafki,  zatarłem jego obecność w tym domu,  wierząc w to że będzie mniej boleć,  lecz nic bardziej mylnego. 
Mijają kolejne tygodnie,  nie mamy z Shinoda żadnego kontaktu,  a ja tracę siły. Moja waga ostatnio pokazała że gdzieś zgubiłem 10kg w ostatnich miesiącach, a wraz z nimi jakikolwiek sens życia.
Zmusiłem się do wstania z łóżka,  by zrobić najprostsze życiowe czynności takie jak prysznic czy śniadanie. 
Siedząc w kuchni,  patrząc tępo na rogaliki leżące na talerzyku obok mojej ulubionej kawy myślałem o przeszłości.
O tym jak wracaliśmy razem do domu,  trzymaliśmy się za ręce,  obsypywaliśmy pocałunkami,  jak go łaskotałem bo uwielbiałem jego wrażliwość na tym punkcie, jak łapał mnie za nadgarstki i patrzał na mnie błagalnie tymi dużymi brązowymi oczkami.  Wspominam jak całowałem go w policzek jak robił nam jedzenie,  bo ja zawsze chodziłem wcześniej biegać bez śniadania i wracałem bardzo głodny.  
Z nikim mi nie było tak dobrze jak z nim.  Spojrzałem w okno,  czując padające mi na twarz słoneczne promienie -  sam już nie wiem co ze sobą zrobić. 
Zostawiając już zimną kawę i nie ruszone pieczywo,  wziąłem w rękę bluzę,  i pospiesznie opuściłem to miejsce zalane wspomnieniami.
***
- Dzień Dobry Linkin Park.  -  Powiedziałem,  wymuszając uśmiech na widok przyjaciół grających w karty przy stoliku.  
-  Cześć Chezz. - Brad podszedł bliżej,  przybijając mi dłoń na powitanie.
- Stary wyglądasz jak zwłoki.  -  Mimowolnie uśmiechnąłem się do zmartwionego gitarzysty - typowy Delson,  jak zwykle kochany i szczery. 
- Spokojnie,  czuję się dobrze.  -  stwierdziłem,  klepiąc go w ramię po czym usiadłem obok mężczyzn przy stoliku.   
-  Chcesz coś zjeść?  Nie wyglądasz najlepiej..  -  Powiedział zatroskany Farrell,  przyglądając mi się smutno.  
- Nie,  dziękuję,  jadłem przed wyjściem.  - Chłopaki spojrzeli się po sobie w taki sposób,  
jak by moja gra aktorska nie była wystarczająco przekonująca,  lecz ostatecznie nikt nie odezwał się już słowem. 
Mijały kolejne dni,  a ja coraz bardziej odczuwałem brak apetytu.
Ciągle mdłości,  senność,  blada skóra,  wory pod oczami,  a gdyby tego było mało koszulki które wcześniej przylegały mi do torsu,  wiszą na mnie jak na wieszaku w szafie.  
Tak jak dwa miesiące temu chodziłem na siłownię,  tak na tą chwilę trudność sprawia mi dojście do studia,  do którego droga zajmowała mi średnio 15 minut, to przerażające co się ze mną dzieje.  
Po raz kolejny wychodzę z domu nie jedząc śniadania.  
Będąc już przy drzwiach coś straciłem z małej w przed pokoju.  
Słysząc dźwięk upadającego za mną przedmiotu,  
zareagowałem od razu pochylając się po niego na podłogę. 
Malutka maskotka,  szary kotek z różowym tułowiem za którym ciągnie się tęcza.  
Patrząc w małe plastikowe oczka breloczka,  poczułem ból w sercu..  Nyan,  
ulubiona maskotka Shinody,  z którą zawsze wszędzie chodził.  
Odłożyłem ją na swoje miejsce starając się znów nie zatopić w wspomnieniach.  
W tym momencie,  w domu rozbrzmiał dźwięk telefonu stacjonarnego,  do którego się niezwłocznie udałem.
- Chester Bennington, słucham. 
- Witam Panie Bennington,  tu funkcjonariusz policji Zygmunt Gasso,  mam dla Pana ważna informacje... 

***
WITAM BENNODZIACZE! 
Taki suprajs,  dodałam rozdział.
Nawet nie zdajecie sobie sprawy, 
jak mi strasznie brakowało dalszego pisania..  
Ostatni raz dodałam normalny rozdział w Kwietniu?  
To jest potworne! 
Ale potrzebowałam tej przerwy,  
nie da się ukryć..  to jak kochani?  
Pewnie jesteście na mnie źli bo to ile razy ja juz kończyłam to opowiadanie przechodzi ludzkie pojęcie,  
ale jednakże..  no nie wiem... co mam robić Bennodziacze? 

środa, 1 kwietnia 2015

Rozdział 38.

Codziennie nachodzą mnie myśli co się z tobą dzieje kochanie.. I błąkam się tak po blokowiskach, chcąc odciąć się od tego co mnie otacza. Podnoszę wzrok na niebo, oślepiony słońcem, i wzdycham ciężko zamykając powieki na kilka chwil, po czym otwieram je i idę dalej.
Rozglądam się widząc zdeptane trawniki, i ławki zniszczone przez czas.
Wchodzę na jedną z nich, siadając na jej oparciu, dając słońcu w całej okazałości oświetlić moją twarz. Wyciągam przed siebie dłoń, chcąc złapać lecący powoli dmuchawiec lecz ten wyślizguje mi się z dłoni lecąc gdzieś nie wiadomo gdzie z wiatrem. Ktoś siada u mojego boku, lecz ja nie odwracam głowy ku niej, lecz dalej wzrokiem odprowadzam lecący pyłek.
- Chester miałeś zostać w domu.. - Delikatny wiatr zawiał lecz nie poczułem jego temperatury, sam nie wiem czy poczułem go w ogole.
- Dlaczego Kate? Zobacz jak tu pięknie.. - Powiedziałem spokojnie, lustrując wzrokiem każdy szczegół, każde ruszające się dźbło trawy.
- Nie możemy być tu w tym stanie, musimy wrócić do domu..
- Kate to jest idealny stan.. Nie wolno nam być szczęśliwymi. Nasze prawo zabrania nam szczęścia..
- Zioło nie jest szczęściem.. - To zdanie odbiło się echem w mojej głowie po czym odleciało w dal wraz z wiosennym wiatrem.
- Moim szczęściem jest Mike.. Minęło już 45dni od kiedy go nie ma.. Nasz dom jest taki pusty, ja sam jestem pusty jak sztuczna studnia, zbudowana dla ozdoby..
***
Dzień 50.
Słuch o morderczej sekcie zaginął, a policja straciła jakikolwiek trop.
Dostaje listy, góry listów od fanów,
Ludzie piszą do nas co z Mikeem,
czy sobiw radzę, co z Linkin Park.
Sam nie znam odpowiedzi na te pytania.
Sam chciałbym wiedzieć co się z nim dzieje.
Co z zespołem? Nic.
Rozmawialiśmy o tym i z bólem serca doszliśmy do wniosku że bez Mikea, Linkin Park zakończy swoją karierę sceniczną.
Vanessa skończyła 18 lat, i wyjechała na studia do Niemczech, w tym momencie zostałem sam.
Ostatni raz biorę telefon w dłoń wybierając jego numer, ostatni raz mam nadzieję ze odbierze i powie gdzie jest.
Ostatni raz odczuwam zawód rzucając iPhonem na łóżko. Ostatni raz.
***
~ Phoenix
~ Miesiąc Trzeci
" Tu Chester Bennington zostaw wiadomość "
- I co? - Zapytał Delson, podchodząc do mnie. - Nie odbiera.. - Stwierdziłem opuszczając rękę z telefonem.
- Znowu? - Chłopak oparł ręce na biodrach powracając wzrok.
- Co się z nim dzieje..
- Kurwa, Chester nie odbiera telefonu. - Powiedział Hahn, podchodząc do naszej dwójki. - To już wiemy.
- W domu też go nie ma, bo chciałem go zabrać po drodze do studia..- Wraz z Bradem wymieniliśmy się spojrzeniami.
- Siłownia?
- Bardzo prawdopodobne.
***
Chester codziennie wieczorem kiedy nie ma prób rezerwuje sobie siłownie na obrzeżach miasta, więc prawdopodobnie mógł właśnie tam być - i nie pomyliłem się. Mężczyzna z widoczną furią w oczach, uderza cios za ciosem w przeznaczony do tego worek treningowy.
Wchodząc za framugę chłopak odwrócił wzrok w moją stronę, z widocznym niezadowoleniem.
- Czego chcesz? - Powiedział gniewnie, opierając ręce o biodra.
- Pogadać.
- Spierdalaj, nie chcę z nikim gadać. - Warknął, po czym wrócił do wcześniej przerwanej czynności.
- O co ci chodzi?
- O co mi chodzi?! - Powiedział, powracając się gwałtownie w moją stronę.
- Hm może kurwa o to że.. - Chezz odwrócił się do worka z dziką furią okładając go pięściami. -   ..nie widziałem swojego męża od pierdolonych trzech miesięcy i do tej pory nie mam pojęcia co się z nim dzieje!.. co czuje,co myśli.. - Ponownie zatrzymał obiekt wyładowań swoich nerwów, opierając o niego czoło.
- Ja nawet nie wiem czy on żyje.. Ja nie wiem kurwa nic.. - Słyszałem jak w ostatnim zdaniu załamał mu się głos, przeraża mnie to jak bardzo zmienny emocjonalnie jest tego wieczoru.
- Ci wariaci mogli go zabić.. Mogli odebrać mi wszystko co do tej pory miałem, już to zrobili.. - Bennington zaczął szlochać już wtedy byłem pewien ze nie mogę stać jak słup bez żadnej reakcji tylko podszedłem bliżej pozwalając mu się przytulić.
- Przepraszam stary.. Ja już nie daje sobie rady.. - Wymamrotał a ja tylko głaskałem go po plecach.
- Chezz jedź ze mną do studia, chłopaki się o ciebie martwią..
- Ok, tylko się pozbieram.. - Przytaknąłem, widząc jak mężczyzna odchodzi ode mnie, zaczynając się przebierać.
- Dave? - Powiedział, a ja podniosłem wzrok z ponad telefonu na przyjaciela stojącego metr ode mnie.
- Jak myślisz, co dzieje się z Mikeem?
Pokręciłem bezsilnie głową, patrząc mu w oczy , a ten westchnął powracając wzrok.
- A co jak już nie wróci? Miałbym zacząć tak po prostu normalnie żyć i zapomnieć o tym wszystkim co przeżyłem?
- Chester.. - Oparłem słonie o jego barki , nawiązując kontakt wzrokowy.
- Nadzieja umiera ostatnia..
- Ostatni umrę ja.

piątek, 27 lutego 2015

Rozdział 37

ZOSTAW WIADOMOŚĆ PO USŁYSZENIU SYGNAŁU.
No po prostu szlak mnie trafia, i zaraz jak jebnę tym telefonem o podłogę.
- Szał zakupów, no dobra rozumiem, ale kurwa Mike!
Nie jesteś kobietą by siedzieć 6h w centrum miasta na zakupach!
Krzyczałem tak w myślach, patrząc na zgaszony ekran iPhona trzymanego w dłoni.
Dobra Chester opanuj się, on nie musi być cały czas w domu, może spotkać się ze znajomymi których spotka na mieście.. Ale mógłby mi chociaż o tym powiedzieć!
- Van? - Zapytałem, podnosząc wzrok na brunetkę ubraną w luźną białą koszulkę i dżinsowe spodnie.
Dziewczyna spojrzała na mnie ukradkiem, zalewając kubek z herbatą.
- Widziałaś może dzisiaj Mikea, jak byłaś z Jonaszem na mieście?
Sam w tym momencie zdziwiłem się, że partnera Vanessy nazwałem po imieniu, w momencie kiedy absolutnie każdy poza nią, nazywa go po prostu "Joker".
Brunetka pokręciła przecząco głową, spoglądając na mnie z zaniepokojeniem.
- A stało się coś? - Zapytała, podchodząc do mnie.
- Nie wiem.. Nie odbiera telefonu od kilku godzin, zaczynam się martwić.
- Przecież Tata zawsze odbiera telefon.. - Stwierdziła słusznie, poprawiając włosy.
- Może zadzwonimy na policje?
- Spokojnie Van.. - Powiedziałem, biorąc głęboki oddech.
- Jeśli nie oddzwoni w ciągu godziny to coś z tym zrobię..
Opuściłem wzrok, patrząc na ciemną szybkę swojego telefonu.
Dziewczyna patrząc na mnie, uśmiechnęła się smutno.
- Będzie dobrze Panie Bennington.. - Moje kąciki ust,
lekko poszły ku górze, gdy na nią spojrzałem na co
ona zareagowała pokazaniem swoich białych zębów.
Wspierająco złapała mnie za dłoń, po czym odwróciła się na pięcie i odeszła w stronę swojego pokoju.

~ Dzień Następny ~

- Cześć Chezz, jest Mike w domu, bo nie umiem się do niego dodzwonić.
Powiedział Phoenix, wchodząc do mieszkania, wycierając wcześniej buty na wycieraczce.
- Właśnie nie.. - Powiedziałem, przecierając twarz dłonią, Boże jaki jestem wyczerpany.
- A kiedy się go mogę spo.. ej dobrze się czujesz? - Zapytał, patrząc na mnie ze zmarszczonym czołem.
- Dlaczego pytasz? - Zdziwiłem się, patrząc w zaniepokojone oczy chłopaka.
- Jesteś strasznie blady, masz czerwone białka.. wszystko ok?
- Ze mną wszystko w porządku Dave.. - Powiedziałem, przerywając ziewem.
- Więc jak nie z tobą, to z kim? - Zapytał zdezorientowany.
- Mike od wczoraj nie wrócił do domu, nie odbiera telefonu, nic..
- Mike nie odbiera telefonu? Może coś się stało?
- Nawet mnie nie denerwuj stary, mam dwudziestego wizytę lekarza ze szkoły Vanessy..
- Chezz.. dzisiaj jest dwudziesty...
- Co kurwa?! - Krzyknąłem, biorąc szybko telefon do ręki.
- O kurwa, o kurwa, o kurwa. - Zacząłem się drzeć, biegnąc do łazienki by przemyć twarz zimną wodą.
- Chester uspokój się, może przełóż wizytę ze względu na okoliczności.
- Nie mogę jej przełożyć bo uznają że z nimi pogrywamy, i odbiorą nam Van.
- Jak człowiek Chester, uspokój się.
- Jak ja mam się teraz usp.. - Silny cios w twarz wytrącił mnie z ciągu wypowiedzianych słów.
- Ok dzięki. - Powiedziałem neutralnym tonem, spoglądając jeszcze raz do lustra.
- Wyglądasz dobrze stary, tylko po prostu nie trać głowy.
W tym samym momencie usłyszałem dzwonek do drzwi, oboje spojrzeliśmy się po sobie wymownie.
- Ok, idź do mojej sypialni, możesz skorzystać z mojego laptopa, tylko błagam nie bądź głośno.
Phoenix pokazał mi kciuka w górę, puszczając przy tym oczko, po czym minął się ze mną w korytarzu idąc do pokoju.
- Dzień dobry panie Bennington. - Powiedziała troszkę niższa ode mnie kobieta, ku mojemu zdziwieniu była to osoba możliwe świeżo po studiach, w momencie kiedy ja się tutaj spodziewałem jakiegoś starego próchna.
- Dzień Dobry Pani Dellstain. - Powiedziała Van za moich pleców.
- Witaj Vanesso, a gdzie tata? - Zdezorientowana nastolatka,
spojrzała na mnie najwyraźniej wyczytując z moich oczu odpowiedź.

~ Dzień Trzeci ~

- Chester Dzwonimy po psy, tu już nie ma żartów.
Powiedział Brad, stojąc nade mną, razem z resztą chłopaków.
Podniosłem głowę z nad ramion, na których się opierałem, i spojrzałem na gitarzystę.
- Brad, on nie kontaktuje, sami musimy to zrobić.. - Sprostował Rob, siadając obok mnie, stawiając mi przed twarzą kubek kawy. Bąknąłem niesłyszalne "dziękuję" słuchając dalszej dyskusji chłopaków.
- Nie spał dwa dni, czego się spodziewaliście po człowieku który przespał kraksę autokarową...
- Nie zmieniaj tematu Dave.. kto dzwoni na policję? - Zapytał Delson, oglądając się po ekipie.
- Ja, bo wy jesteście takie pizdy że jeszcze źle adres podacie.. - Stwierdził Joe, wychodząc z pomieszczenia.
- Dawno nie miałeś podbitego oka? - Krzyknął Phoenix, chcąc iść już w stronę DJ'a lecz szarpnięcie za kołnierz mu to uniemożliwiło. - Uspokój się!
Warknął Brad, popychając go lekko puszczając przy tym kołnierz przyjaciela.
- Wszyscy się uspokójcie.. krzykami i agresją nikomu nie pomożecie.
- Sory, ja się nie dam nazywać ciotą.
- W podstawówce jesteś by reagować na przezwiska?
Farrell wzdychnął odwracając wzrok.
- Przepraszam chłopaki..
- Spoko stary, wszyscy jesteśmy zdenerwowani.. - dodał Delson,
siadając z mojej drugiej strony.
 *.*.*
- Nie chcemy państwu źle wróżyć,
ale w ostatnim czasie nachodzą do nas nowe informacje o zaginięciach
i to w bardzo dużych ilościach.. - Powiedział mężczyzna,
ubrany w niebieski mundur policyjny.
- Jest prawdopodobieństwo że Pan Shinoda został porwany
przez grupę przestępczą AUNCI..
- Chodzi panu o Austanalistów? - Zapytał Farrell, spoglądając
z zaciekawieniem na mundurowego.
- Otóż to..
- KIM ONI SĄ? - Krzyknąłem, spoglądając z policjanta na basistę.
- Uspokój się stary.. - Powiedział Dave pół głosem,
wyciągając w moją stronę rękę.
- Austanaliści to grupa wierzeniowa sądząca że za każde morderstwo,
mają większe uznanie u władcy świata, który po ich śmierci da im bogactwo i szczęście..
- Mój mąż jest w rękach jakiś pojebańców którzy chcą go zabić ?!?

~ Dzień Czwarty ~

Ani jeden papieros.
Ani łyka alkoholu.
Siedzę tak opierając plecy o letni kaloryfer.
Co noc płaczę, bo nie potrafię spać.
Dlaczego nie wiem co się z nim dzieję,
dlaczego to znowu się powtarza.
Znów sygnał telefonu, bez żadnej odpowiedzi.
Ty miałeś iść tylko na zakupy,
Miałeś mnie zostawić na chwilę..
Tylko
na
Chwilę..

~ Dzień Piąty ~

- Stary musisz w końcu wyjść z domu.
Powiedział Joker, siadając naprzeciwko mnie.
- Zostaw mnie w spokoju.
- Chez rozumiem cię, ale..
- Nie kurwa, nic nie rozumiesz, zostaw mnie!

~ Dzień Szósty ~

Podejrzenia Mundurowego sprawdziły się,
Mike wraz z 68 innymi osobami został porwany przez AUNCI.
Policja nie przestaje poszukiwać sprawców porwań.
A ja tracę już siły, obawiam się że stało się coś złego.
Boję się że go skrzywdzą.. Że już na zawsze go stracę.
Dlaczego jest tak, że jak mi zaczyna się układać w życiu,
To zawsze musi się coś spierdolić.
Zawsze.
Czy ja nie mogę być szczęśliwym człowiekiem?
Tydzień temu jeszcze byliśmy na spacerze, przepychaliśmy się w parku tak,
by któryś z nas wpadł do kałuży. - Jak dzieci, ale jakie radosne.
Serce mnie boli na myśl że już mogę go nie zobaczyć,
nie pożegnałem go, myślałem że zaraz wróci do domu.
Miał iść na zwykłe pieprzone zakupy.

~ Dzień Siódmy ~

Już nie panuję nad swoimi emocjami.
Dziś przy śniadaniu wybuchnąłem płaczem,
i jedyną osobą która była przy mnie to Vanessa,
Moja przerażona córka, nie wiedząca jak mnie uspokoić.
Dałem się wyciągnąć z domu przez Roba.
Wchodząc do naszego ulubionego baru spojrzałem w lustro,
wyglądam jak zoombie. Blada skóra, strasznie wyraziste wory pod oczami.
Wiedziałem że nie mogę się upić, obiecałem Mikeowi że zrywam z alkoholem.
Co jakiś czas trzepie głową na opamiętanie, by nie zasnąć chłopakom przy stole.
- Stary trzymasz się? - Zapytał zmartwiony Brad, pchając mnie pięścią w ramię.
- Muszę.. - Wymamrotałem opierając łokcie o blat,a twarz o dłonie.
Chłopaki gadali do mnie cały czas, by odwrócić moją uwagę.
Lecz jak bardzo by nie próbowali, mnie cały czas będzie nękać myśl..

CO SIĘ Z NIM TERAZ DZIEJE..
Mike.. czy ty żyjesz..?


***

Pewnie pierwsze wrażenie to. WTF.
Mikey coś ty w ogóle tu potworzyła,
no ale zobaczymy.
Komentować, wyrażać swoje frustracje dlaczego tak a nie inaczej,
i jak mnie za to nienawidzicie bądź kochacie.
Tak właśnie, nie będę mówić nic więcej bo się jeszcze zdradzę co do następnego.. ;)


środa, 11 lutego 2015

Rozdział 36

Dla ludzi niezrozumiałe jest to jak wspólnie żyć może mężczyzna z mężczyzna. 
Mówią że to tylko hormony podczas dorastania,
bądź choroba psychiczna. 
To nie jest tak że jeśli jestem z facetem to jestem gejem,
nie należę do osób dzielących miłość na seksualność.
Jak każdy normalny facet czuje fizyczny pociąg do kobiet,
mają niesamowite i zmysłowe ciała lecz dla ani jednej nie zostawiłbym tego co mam teraz.
Teraz mam przy sobie mężczyznę który mnie kocha a ja kocham jego,
i nic więcej nie liczy się poza nami.
Czujemy się jak nastolatkowie którzy wciąż na nowo odkrywają
czym.tak naprawdę jest pierwsza miłość. Teraz gdy on leży na łóżku, 
śmiejąc się donośnie z tego co opowiadam, 
czuje to - jestem najszczęśliwszy na świecie.
Siedzę na jego biodrach, chichoczac na widok do łez rozśmianego chłopaka.
Wystarczy kilka zabawnych wspomnień by ten zaczął się śmiać bez opamiętania.
Staramy się nie przejmować tym co mówiła nam dyrektorka i żyć tak jak żyliśmy do tej pory, 
i jako tako nam to wychodzi. 
Mike pomaga Van w nauce, zaś ja odbieram ją ze szkoły samochodem. 
Oczy Shinody wyrażają tyle pozytywnych emocji,
jak dnia kiedy nasz drugi album wygrał złotą płytę. 
To że samo moje towarzystwo potrafi doprowadzić tą delikatną osóbkę
do niesamowitej euforii jest już czymś co sprawia ze chcę się przeżyć do jutra. 
- Nienawidzę cię wiesz? - Powiedział szczerząc się szeroko. 
Przechyliłem głowę w bok, delikatnie się uśmiechając. 
W momencie kiedy złapałem jego nadgarstki przygwoźdżając go do materaca
on szepnął "o nie" patrząc mi głęboko w oczy kiedy się nad nim pochylałem. 
- Za co? - Zapytałem cicho, silnie uniemożliwiając mu ruchy. 
- Za to że się nabijasz ze mnie.. Każdy się może wystarczyć pająka.. 
- Szczególnie takiego wielkości mrówki.. - Powiedziałem zaczepliwie, 
czekając na reakcje. Kosmyk z jego czarnej czupryny spadł pół japończykowi na czoło, 
wprowadzając go w bulwers. 
- Jesteś taki słodki gdy się złościsz.. - Wyszeptałem podziwiając jego zachowanie. 
Znaleziony w beznadziejnej sytuacji , 
zrezygnował z chęci szarpania się, odchylając głowę w tył, zamykając przy tym oczy. 
Bez dłuższego zastanowienia zbliżyłem się do jego szyi
wypuszczając na.nią nosem strumień ciepłego powietrza który przyprawił chłopaka o.ciarki. 
W momencie gdy moje usta zetknęły się z skóra, 
oddech chłopaka delikatnie przyśpieszył - to jest piękne.
Jak można odczuwać pożądanie kogoś kogo się nie zna, 
jak można mówić że kogoś się kocha nie znając każdej miny,
każdego ruchu, każdego spojrzenia.
Jak można zaznać z kimś takiej uczuciowej doskonałości i szukać czegoś więcej? 
Delikatność pocałunków sypała się po jak on cały, podatnej na dotyk skórze. 
Głowa Shinody podniosła się krzyżując nasze spojrzenia.
- Nienawidzisz mnie. - Stwierdził, a na jego twarzy malował się rumieniec.
- Właśnie cię kocham.. - Zaśmiałem się puszczając jego nadgarstki,
a ten przyłożył dłonie do twarzy. 
- Jesteś zły dla mnie.. 
- Ja jestem zły? - Powiedziałem z rozbawieniem przyglądając się leżącemu pode mną Azjacie.
- Ja dopiero mogę być zły.. - Mruknąłem, rzucając się na jego boki. 
Shinoda w jednej sekundzie zerwał się z miejsca, rzucając się jak poparzony w nieopanowanym śmiechu przez krzyk.
Skopał mnie chyba z każdej możliwej strony, co przypomniało mi dlaczego zazwyczaj go przywiązuję... 
W pewnym momencie przestałem czując jak zdyszany brunet zaciskuje mi ręce na nadgarstkach. 
- Maksymalnie cię nienawidzę.. - Powiedział przez zadyszkę, zamykając oczy. 
Uśmiechając się pod nosem, 
Położyłem dłonie na materac tak by jego ciało było pomiędzy. Chłopak wzdrygnął się czekając na mój kolejny ruch, co jest z jego strony urocze, a ja tylko chciałem  go pocałować. 
- Nic ci nie zrobię.. - Zaśmiałem się, odgarniając czarny kosmyk z jego czoła. 
- Spokojnie.. - Powiedziałem cicho gładząc jego policzek,
lecz i tak widziałem że coś jest jednak nie w porządku.
- Co się dzieje Mikey? - Już spokojny chłopak podniósł na mnie wzrok. 
- Van.. - Wyszeptał a jego oczy zalśniły jak jezioro w pełni księżyca. 
Mike przywiązał się do Vanessy jak chyba do nikogo wcześniej. 
- Mike nam nic nie zostało do zrobienia.. Musimy tylko czekać na decyzję ministerstwa.
Pół Azjata westchnął, przecierając oczy.
- Nie chcę jej stracić Chezz... Ona jest dla mnie bardzo ważna.. 
- Musisz spróbować o tym nie myśleć, twoje nerwy absolutnie nam nie pomogą..
Mi także zależy na Vanessie, w końcu żyłem z nią pod jednym dachem naprawdę wiele czasu. 
Razem graliśmy na konsoli, robiliśmy obiad, chodziłem z nią i jej znajomymi na siatkówkę..
- Mike proszę.. - Powiedziałem widząc jak z oczu spływają mu kolejne łzy. 
- Nie płacz no, bo ja też się rozkleję.  - Chłopak podniósł się, opierając czoło o mój mostek. 
Od razu objąłem bruneta, czując każdy jego głębszy oddech.
- Przepraszam.. 
- Nie masz za co, uspokój się.. - Chłopak podniósł głowę, krzyżując ze mną spojrzenia. 
Ostatni raz w takim stanie widziałem podczas kłótni której wrzuciłem go z domu. 
Na samą myśl o tamtym dniu mimo że było to lata temu, jest mi niedobrze. 
Poszło o to, że ma dziecko z Anną, które zrobił jej tak naprawdę jeszcze dużo czasu zanim byliśmy razem.. Zaś on nie schował do mnie urazy po tym, 
jak ja zdradzałem go z przyjaciółką Ś.P Taylor. 
Pokręciłem głowa chcąc wyrzucić z niej te wspomnienia. 
Jak bardzo musimy się kochać by przetrwać wszystko? 
A czy miłość można w ogóle mierzyć na siłę? Ona sama w sobie jest magią. 
- Nie płacz już.. - Wyszeptałem, całując go w czoło. 
- Kocham cię.. - Dodałem, łącząc nasze usta w pocałunku. 
- Też cię bardzo kocham. - Odpowiedział zamykając oczy.
- Wszystko będzie dobrze.. trzeba myśleć optymistycznie. - Powiedziałem, uśmiechając się do przygnębionego chłopaka. Jego dłoń zacisnęła się na mojej, po czym odetchnął z ulgą.
- Cieszę się że cię mam.. - Powiedział, nie podnosząc głowy, więc wyręczyłem go w tym, wolną dłonią podnosząc jego podbródek. - Ja jeszcze bardziej cieszę się że mam ciebie.

***
~ Brad.

- Zaraz jeszcze raz.. Masz na imię Jonatan i jesteś Żonaty?
Joe stary, czy tobie ktoś naprawdę poważnie zajebał w czaszkę, czy ćpałeś coś?
- Ciszej bądź! - Powiedział zasłaniając mi usta dłonią.
- Stary o co chodzi?! - Syknąłem, patrząc na nieogarniętego kumpla.
- Hachi to kobieta która pomyliła mnie ze swoim zmarłym mężem,
i nie umiem jej przemówić do rozumu że to nie ja..
- Kurwa, ty to masz problemy...
- Nie lekceważ mnie, bo to nie jest zabawne!
- Kochanie! - Krzyknęła Japonka stojąc w drzwiach swojego domu.
- Chodź na obiad, i możesz zaprosić Rona do środka. - Dodała, zamykając drzwi.
Oboje powtórzyliśmy wyżej wymienione imię, spoglądając po sobie pytająco.
- A kim w takim razie jest Ron? - Zapytałem podenerwowany tą sytuacją.
- A skąd ja to mam kurwa wiedzieć? Ja nawet "własnej" córki nie znam!
Krzyknął, idąc w kierunku budynku.

***
~ Chester

Rozbrzmiały dzwonek do drzwi, wytrącił mnie z układania puzzli.
Zniesmaczony ruszyłem tyłek od stołu, by otworzyć frontowe drzwi.
Shinody nie będzie w domu przez ok. 2h bo pojechał na wielkie zakupy,
i uznał że ja będę mu tylko przeszkadzać więc uznaliśmy że zostanę w domu.
Za progiem mieszkania zastałem osobę której zdecydowanie się tutaj nie spodziewałem.
Był to Castle, zaskoczył mnie jego widok gdyż ostatni raz miałem z nim styczność naprawdę dawno.
Był nieco wyższy niż ja, co było nie lada zaskoczeniem, lecz puściłem to mimo wzroku.
- Co cię tu sprowadza Max? - Powiedziałem zdziwiony, wpuszczając go do środka.
- Przyszedłem w odwiedziny, mówisz jak by to było coś dziwnego. -
Stwierdził, pokazując mi swoje nad wyraz białe zęby po czym wyciągnął do mnie rękę.
Niepewnie uścisnąłem ją, co było największym błędem jaki mogłem zrobić.
Poraził mnie prąd. Najzwyklej w świecie poraził mnie prąd.
Jak najszybciej próbowałem oderwać się od chłopaka, i w momencie kiedy mi się to udało uderzyłem plecami o stojącą za mną ścianę. Oddechy przychodziły mi naprawdę bardzo ciężko.
Połączenie ścisku klatki piersiowej podczas nurkowania, wraz z maratonem.
Stałem patrząc na niego z przerażeniem,
ledwo nadążałem zrobić oddech za oddechem, myślałem że zaraz się uduszę.
- Spokojnie, będziesz grzeczny to nic ci nie zrobię.. - Szepnął zbliżając się do mojej twarzy na minimetry.
Ja trzymałem swoje dłonie przy kletce piersiowej, w taki sposób jak bym chciał odbić piłkę w siatkówce, lecz bardziej rozproszyły mnie jego dłonie, które w lekki sposób wpłynęły mi pod koszule.
Nie wytrzymam tego, naprawdę tego nie wytrzymam. Kurwa.
- Nie dotykaj mnie! - Krzyknąłem, odpychając go od siebie, ten zaś tylko uśmiechnął się.
Usłyszałem jeszcze " W porządku " po czym prąd znów obezwładnił moje ciało.
Tylko tym razem już nie odzyskałem świadomości, czuję że umarłem.
Była tylko ciemność, Ciemność i bicie mojego serca.
Oddycham, czyli nadal żyję.
Ciemność zaczyna nabierać ostrzejszych konturów
Widzę kogoś nade mną
Zaczynam słyszeć głos
...Chester już w porządku.. 
To Mike.. Mike wrócił i mnie uratował.
Jestem cały mokry, silne uderzenia serca nadal zagłuszają mi myśli.
..To był tylko sen Chazzy...
To był sen? To był kurwa sen? Dlaczego moja psychika mi to robi?
Jak ja mam teraz zasnąć spokojnie, w momencie kiedy mam takie obrazy w głowie?
Kurwa mać, nienawidzę mojej psychiki, mojej głowy, moich wspomnień, mojego wszystkiego.
- Chester słyszysz mnie? - Powiedział Shinoda, gładząc mnie po policzku.
- Słyszę cię Mike.. - Powiedziałem przełykając ślinę.
- Uspokój się.. Już wszystko w porządku..

*^*^*^*^*^*^*

O BOŻE, JA DODAŁAM COŚ NA BENNODĘ, NO ŚWIĘTO!
Na Święto pączka?
Tłusty czwartek. Tak jest!
Ale dziś jest także inne święto - NAJLEPSZEGO MIKEY! ♥
Napisałam już dzisiaj ROZDZIAŁ NA LOVE STORY
więc postanowiłam że także dokończę Bennodę, więc moje Bennodziacze.
Komentować Proszę! ♥

środa, 28 stycznia 2015

Wyjaśnienia.

 " Świetny rozdział, który czytałam już dawno ale dopiero teraz dodaję komentarz. 
Okej rozumiem nauka, problemy może i tak dalej, ale opuscilas się ostatnio. 
Kiedyś rozdziały były częściej. Jeżeli Ci się znudziło to opowiadanie to je zakończ 
bo to nie ma sensu jeżeli się męczysz z pisaniem rozdziałów. 
Będzie smutno jak to zrobisz bo to naprawdę świetny blog. Ale czasem trzeba coś skończyć. 
Nie chcę żeby to zabrzmiało jak jakiś hejt czy coś w tym stylu. 
Każdy czytelnik jest w pewnym stopniu wymagający (tak mi się wydaje) i nawet nie ma wyjaśnienia. 
Ostatnio wchodzilam na aska bo myślałam, że tam znajdę jakieś wyjaśnienie. Ale nie. 
Rozumiem, że masz problemy ale choć dodaj jakąś krótką notke informacyjną czy jesteś jeszcze. Martwimy się o Ciebie. I jeżeli pisanie tej bennody nie sprawia Ci już takiej przyjemności to ją zakoncz my się dostosujemy bo jesteśmy tylko czytelnikami a ważniejsze jest to czy Tobie się podoba. Nic na siłę. Tak wiem, że ten komentarz jest bez sensu i możliwe, że go nie przeczytasz ale pamiętaj że nawet kiedy nie odejdziesz a zawiesisz bloga na chwilę to wszyscy z Tobą zostaną bo piszesz świetnie. 
Pozdrawiam. "


Dzień dobry Bennodziacze, a szczególnie autorko powyższego komentarza.
Czytając go, zdałam sobie sprawę że to jak się zachowuję w tym roku, nie jest poważne,
i także zdaję sobie sprawę z tego że kiedyś rozdziały były znacznie częściej a ich jakość była lepsza.
A wyjaśnień brak... dlatego teraz się za nie zabieram.
Bennoda nigdy nie przestała sprawiać mi przyjemności, i nie chcę jej zakończyć, bo mam naprawdę jeszcze bardzo wiele pomysłów by ją dalej rozwijać, lecz na dany moment nie mogę...
Mam bardzo duży problem ze szkołą, kilka zagrożeń które muszę poprawić, i to sprawia że nie mam czasu ani sił by cokowiek napisać, mimo że bardzo chciałabym już to zrobić.
Fakt że mam aktualnie telefon zastępczy, nie ułatwia mi sprawy, 
bo do tej pory, każdy rozdział pisałam na komórce , 
a teraz nie mam absolutnie takiej możliwości.
Bardzo was za to przepraszam, 
bo swoim zachowaniem okazałam brak szacunku własnym czytelnikom,
a jesteście dla mnie naprawdę kimś bardzo ważnym,
i zrobię co w mojej mocy by tą więź między mną a Bennodziaczami uratować.
Dziękuję za to że tutaj jesteście, że mnie wspieracie,
ale i za to że potraficie mi dać "w ryj" konkretnymi wypowiedziami. 
Jeszcze raz strasznie was za wszystko przepraszam.